logo (47 kB)
KĄCIK SIENKIEWICZOWSKI,
czyli co słychać w Szkole Podstawowej im. Henryka Sienkiewicza w Końskowoli?
| grudzień |
„Dywizjon 303. Historia prawdziwa”, czyli przyjemny film na chłodne wieczory

„Dywizjon 303. Historia prawdziwa” to film, który możemy oglądać od niedawna. Jest produkcją polsko - angielską, a jego premiera przypada na 31 sierpnia 2018 r. Scenariusz opracowany przez Jacka Samojłowicza powstał na podstawie książki Arkadego Fiedlera o tym samym tytule. Pomysł i początek powstania „Dywizjonu” sięgają już 2008 roku. Jednak produkcja ta miała dosyć duże problemy, począwszy od finansów, aż po samą ekipę, która zajmowała się kręceniem filmu. Wskazuje na to fakt, że zajmowało się nim kilku reżyserów, w tym Wiesław Saniewski, a także Denis Delić. Warto wspomnieć, że produkcja miała sporą konkurencję – „303. Bitwa o Anglię”, której premiera odbyła się zaledwie 14 dni wcześniej!

„Dywizjon 303” przedstawia historię polskich lotników w czasie bitwy o Anglię w 1940 r. Ich dzieje są przedstawione już od czasów, gdy dopiero się uczyli przed wybuchem II wojny światowej, aż po ich niezłomne zwycięstwo, kiedy to sam król Wielkiej Brytanii wręcza im odznaczenia. Na pierwszy plan wybijają się losy Jana Zumbacha, w którego wciela się Maciej Zakościelny, a także Witolda Urbanowicza granego przez Piotra Adamczyka. Na ekranie możemy zobaczyć również aktorów takich jak Cara Theobold, Antoni Królikowski lub Jan Wieczorkowski. Niestety tworzą oni jedynie tło. Według mnie jest to małe reżyserskie niedociągnięcie, co nie zmienia faktu, że wszystko ogląda się bardzo przyjemnie. Pomiędzy wątki historyczne został wpleciony, moim zdaniem, niedopracowany wątek miłosny ukazujący uczucie łączące Zumbacha i piękną angielską „panią szpieg” – Victorię Brown. Pomiędzy aktorami nie zauważyłam przysłowiowej chemii, więc ich gra również nie była wiarygodna. Zresztą, nie dotyczy to wyłącznie tej dwójki, lecz wszystkich bohaterów z wyjątkiem W. Urbanowicza. Nie było widać strachu o własne życie, kiedy piloci wzbijali się w przestworza. Dramaturgia II wojny światowej także, według mnie, nie została w pełni oddana, co bardzo mnie zawiodło. Wszystko było sztucznie radosne, kiedy cały dywizjon chodził do pubu, tańczył i bawił się w najlepsze. W zestawieniu z katastrofą z lat 1939 – 1945 wydaje się być trochę surrealistyczne, prawda?

W pewnym momencie podczas oglądania można się pogubić. W „Dywizjonie 303” wydarzenia nie są ukazane chronologiczne. Dla przykładu: najpierw naszym oczom ukazuje się scena, kiedy w czasie przerwy pomiędzy wylotami Urbanowicz rozmawia ze swoimi podopiecznymi, wspominając czasy przed wojną. Potem następuje nagły zwrot do roku 1939, kiedy przyszły dywizjon dopiero się uczy, a potem ni z tego, ni z owego oglądamy, co się dzieje w Anglii już po rozpoczęciu bitwy. Przez to cały obraz jest bardzo chaotyczny i trudno go zrozumieć.

Jednak „Dywizjon 303” nie jest kompletną porażką! Samojłowicz, opracowując scenariusz do filmu, zdecydował się na wyraźne podkreślenie polskości. Wydarzenia skupiają się na wygranych starciach w powietrzu , a Anglicy, chociaż początkowo sceptycznie nastawieni do Polaków, są pod wrażeniem ich brawurowych akcji.

Według mnie najlepszym elementem w całej produkcji okazały się efekty specjalne. Mimo że pochłonęły sporą część funduszy, myślę, że są prawdziwą wisienką na torcie. Bardzo profesjonalne połączenie grafiki komputerowej z oryginalnymi zdjęciami dają niesamowity efekt, który aż zapiera dech w piersiach. Już pierwsze starcie Janka z niemieckim Messerschmittem jest pełne napięcia i pokazane są niesamowite akrobacje. Szkoda, że tych scen było tak niewiele!

„Dywizjon 303. Historia prawdziwa” to film, który ostatecznie zasługuje na ocenę powyżej przeciętnej. Mimo problemów po 10 latach mamy okazję zobaczyć naprawdę dobry obraz. Według mnie jest pozytywnym zaskoczeniem i zachęcam, aby samemu przekonać się, ile ta produkcja jest warta.

Agnieszka Suszek, kl. VIII a

WSPOMNIENIA Z WAKACJI

Rozpoczął się nowy rok szkolny. Pierwszy dzień w szkole i dźwięk dzwonka, który uwielbiam(!), przypomniały mi o tym, że wakacje dobiegły końca. Znów spotykamy się w szkole, w naszej klasie, z kolegami. Wakacje to czas, który możemy wykorzystać na wypoczynek, przemyślenia i wspaniałą przygodę. Cały rok spędzamy nad książkami i zeszytami, pilnie uczymy się, by osiągnąć jak najlepsze wyniki. A gdy kończy się rok szkolny, otrzymujemy świadectwo i zaczynamy zasłużony odpoczynek. Każdy ma jakieś swoje plany, aby przyjemnie wykorzystać dwa miesiące przerwy od nauki. Kończąc rok szkolny, rozpocząłem swoje wakacje we wspólnym gronie z rodziną i z przyjaciółmi. Lato tego roku było piękne, pogoda słoneczna, powietrze gorące, woda w morzu bardzo ciepła i złoty piasek na plaży. W tych okolicznościach rozpocząłem letni wypoczynek niestety ze złamaną ręką! Trochę niefortunnie! Złamałem ją na meczu w piłkę nożną, która jest moją pasją i moim marzeniem. Jednak wsparcie moich wspaniałych rodziców, którzy byli przy mnie w tym trudnym dla mnie czasie, sprawiło, że wakacje tego roku mogę zaliczyć mimo wszystko do bardzo udanych. W pierwszym miesiącu wakacji podobnie jak w drugim rodzice zabrali mnie i moją siostrę nad polskie morze do Gdyni. Dużo czasu spędzaliśmy na plażach. Jednak ja jedynie jako plażowicz na kocyku. Moja zagipsowana od ramienia ręka nie pozwalała mi na kąpiel w morzu. Mata plażowa, telefon i kawałek zacienionego miejsca pozwalały mi na delektowanie się pięknym krajobrazem. Oprócz plażowania dużo zwiedzaliśmy. Odwiedziliśmy Sopot, Gdańsk, Władysławowo oraz miejsce, o którym opowiadał mi mój dziadek – nadmorską wioskę Mechelinki.

Poza tym kiedy jesteśmy w Gdyni, co roku odwiedzamy stadion „Arki Gdynia” - to mój ulubiony klub sportowy, którego jestem wiernym kibicem. Oczywiście i w tym roku zaliczyliśmy wszystkie mecze, w których udział brała „Arka”. Po powrocie znad morza i usunięciu z mojej ręki już szarego gipsu, zacząłem przygotowania do nowego sezonu w „Wiśle Puławy”. Codzienne treningi i spotkania z nowymi kolegami to czas, który również mogę zaliczyć do udanych.

Lato niestety bardzo szybko minęło i choć nowy rok szkolny niesie kolejne wyzwania, ja jednak nie mogę doczekać się następnych wakacji.

Jakub Kozak kl. III a

WAKACYJNYCH WĘDRÓWEK CIĄG DALSZY

Wakacje spędziłam z rodzicami w Gdyni. Na naszą wyprawę zabraliśmy ze sobą rowery, żeby aktywnie spędzać czas. Pojechaliśmy na nich między innymi do Akwarium Gdyńskiego, gdzie mogliśmy podziwiać piękne rafy koralowe, zwierzęta morskie, faunę Amazonii i inne atrakcje. Zwiedziliśmy także Muzeum Marynarki Wojennej i Motoryzacji. Zaś do Sopotu pojechaliśmy pociągiem, żeby mieć więcej czasu na zwiedzanie. Weszliśmy na największe drewniane molo w Europie. Podziwialiśmy widoki, a z tatą zeszliśmy niżej i pomoczyliśmy nogi w Bałtyku. Zwiedziliśmy również latarnię morską oraz Krzywy Domek. Wracając do Gdyni, zjedliśmy pizzę i poszliśmy na koło widokowe. Następnego dnia pojawiliśmy się na plaży. Morze było bardzo zimne, dlatego uznałam, że będę się opalać. I tak nikt długo nie mógł być w wodzie, bo zaczęły się pokazy lotnicze, na których m. in. występował Artur Kielak. Po Air Show zdobyliśmy od podniebnego akrobaty plakat z jego autografem. Wyczynem było dla mnie przejechanie rowerem ok. 70 km z Helu do Gdyni. Z kolei w Gdańsku byliśmy uczestnikami Jarmarku św. Dominika. Przeszłam pod Piętnastą Bramą i chłodziłam się w Fontannie Neptuna oraz Fontannie Czterech Kwartałów.

Wyjazd zaliczam do udanych mimo zmęczenia fizycznego, intensywnych wycieczek i atrakcji, które zapewnia Trójmiasto. I pewnie dlatego wakacje były cudowne!

Jagoda Czarnecka kl. III B

WYJAZD W POLSKIE TATRY

Tegoroczne wakacje spędziłam w stolicy polskich gór w Zakopanem. Tatry są co roku bardzo chętnie odwiedzane. W sezonie letnim przyjeżdża tu ok. 30 tysięcy turystów dziennie.

Godnym polecenia miejscem są Krupówki. Jest to największa ulica w Zakopanem zlokalizowana w centrum miasta. Niedaleko znajduje się Gubałówka, która liczy 1120 m. n. p. m. Tu kupiliśmy pamiątki oraz regionalne produkt y - oscypki. Najważniejszą misją naszej podróży było zdobycie szczytu Kasprowy Wierch. Ten charakterystyczny punkt znajduje się w Kuźnicach. Można tam także wjechać kolejką liniowo - terenową. My jednak zdecydowaliśmy się na pieszą wędrówkę. Zdobywane przez nas punkty były momentami strome i niebezpieczne, gdyż szczyt Kasprowego Wierchu wynosi 1987 m. n. p. m. Zdobycie go dostarczyło mi wiele satysfakcji, widoki krajobrazu górskiego na długo pozostaną w mojej pamięci. Największą atrakcją naszego pobytu była Dolina Pięciu Stawów Polskich. Muszę przyznać, że wędrówka w jej kierunku stała się dla mnie jeszcze bardziej ekscytująca niż na Kasprowy Wierch. Dotarcie tam wymaga od turystów dużego wysiłku. Największy ze stawów to Wielki Staw o powierzchni ponad 34 ha i głębokości ponad 80 m. Pozostałe to: Przedni Staw, Mały Staw, Czarny Staw i Zadni Staw. Oprócz nich w dolinie znajduje się jeszcze szósty, niewielki staw zwany Wole Oko. Niedaleko Doliny usytuowana jest Wielka Siklawa. To największy wodospad w Polsce. Dostanie się tam od strony Doliny Pięciu Stawów jest dość niebezpieczne. Prowadzi tam szlak czarny czyli najbardziej niebezpieczny ze wszystkich szlaków. Ważnym celem podróży było dla nas zdobycie Giewontu, jednak nie udało nam się go zrealizować za wyjątkiem naszego taty. Na szczycie znajduje się metalowy krzyż, który mierzy 10,5 m. Na Giewont decydują się ludzie, którzy mają dużo odwagi i doświadczenia. Szczyt ten uznawany jest za najbardziej niebezpieczny w Tatrach. Rocznie ginie tam 55 osób.

Niestety wszystko, co dobre szybko się kończy. I musieliśmy wrócić do domu. Tegoroczne wakacje mogę uznać za udane, choć jak zapewne dla każdego ucznia są za krótkie. Mam nadzieję, że rok szkolny szybko minie i znów będą wakacje.

Julia Przepiórka III b

Wakacje uczniów V b

Wakacje rozpoczęłam wizytą w warszawskim zoo. Widziałam wiele zwierząt, chociaż wiele spośród nich było ukrytych ze względu na panujące upały. Zwiedziłam również Stare Miasto. Razem z wieloma fanami oczekiwałam na pojawienie się muzyków z zespołu Rolling Stones przed Hotelem Europejskim. Niestety, nie udało mi się ich zobaczyć na żywo.

Początek lipca spędziłam na obozie jeździeckim w Kęble. Codziennie jeździłam konno i zajmowałam się tymi zwierzętami. Dużą atrakcją był wyjazd w teren, jechałam wtedy na koniu o imieniu Julka. Wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano – tuż po piątej. Poznałam dużo fajnych osób, z którymi utrzymuję kontakt do dziś. Miło wspominam również chrzest na kolonistę. Tydzień obozu szybko minął. Na szczęście w następnym tygodniu byłam wolontariuszką na drugim turnusie. Wspólnie z innymi wolontariuszkami nocowałam w „kanciapie” czyli małym domku, który jest obok stajni.

W sierpniu pojechałam z rodzicami i rodzeństwem w Pieniny. Zatrzymaliśmy się w małej miejscowości Szlachtowa. Niezapomnianym przeżyciem był spływ Dunajcem, z zapartym tchem słuchaliśmy opowiadań flisaka o górach, pienińskich legendach i innych ciekawych historiach. Następny dzień spędziliśmy bardzo aktywnie - najpierw odwiedziliśmy malowniczy Wąwóz Homole z pionowymi skałami, biblioteką z Kamiennymi Księgami, następnie wspięliśmy się na najwyższy szczyt Pienin - Wysoką. Byliśmy bardzo zmęczeni a jednocześnie szczęśliwi, że dotarliśmy do celu. Z Wysokiej wybraliśmy się trasą na Palenicę. Podziwialiśmy piękne widoki – dzięki słonecznej pogodzie widać było Tatry i Gorce. Mijaliśmy kilka bacówek i liczne stada owiec. Ostatniego dnia zwiedzaliśmy zamek w Niedzicy i pobliską wozownię, płynęliśmy też jeziorem Czorsztyńskim.

Moje wakacje były bardzo udane. Cieszę się, że zwiedziłam tyle interesujących miejsc i poznałam nowe osoby. Spędziłam czas tak jak lubię – jeździłam konno, zdobywałam górskie szczyty, przebywałam razem z rodziną.

Anna Borucka kl. Vb

 

W te wakacje wraz z rodziną pojechałam do stolicy polskich Tatr. Miejscem codziennie przez nas odwiedzanym były Krupówki, to centrum Zakopanego. Moim największym osiągnięciem w trakcie pobytu w górach było zdobycie szczytu Kasprowy Wierch, położonego na wysokości 1987 m. n.p.m. Gdy byliśmy szczytu, ogarnęło mnie przerażenie i usiadłam na jednym z kamieni i popłakałam się Jak określiła to moja ciocia, dostałam tam ''depresji''. Po namowach ze strony mamy ruszyłam dalej w drogę i osiągnęłam wyznaczony cel. W drodze powrotnej, spotkałam mnie kolejna atrakcja - były to opady deszczu. Krótkotrwałe opady atmosferyczne są bardzo charakterystyczne dla górskich okolic. Miejscem, które najbardziej urzekło moje serce była Dolina Pięciu Stawów. Znajduje się tam najwyższy wodospad w Polsce Wielka Siklawa oraz najgłębsze jezioro górskie - Wielki Staw Polski, który ma 79m głębokości. Bardzo miło wspominam, każdy dzień pobytu w górach. Te wakacje z pewnością mogę zaliczyć do udanych.

Izabela Przepiórka kl. V b

 

Na początku wakacji pojechałam na obóz jeździecki. Codziennie jeździliśmy konno. Na koniec były otrzęsiny, na których: biegaliśmy, mieliśmy sprawdzian o koniach oraz musieliśmy zjeść łyżeczkę dziwnej mieszanki od wolontariuszek. Była także noc pod chmurką, podczas której wolontariuszki straszyły nas, podczas gdy graliśmy w naszą ulubioną grę "mafię". Potem pojechałam na następny obóz zorganizowany przez naszą parafię. Poznałam tam wielu nowych przyjaciół .Często chodziliśmy na wycieczki w góry, pływaliśmy w basenie, była siatkówka wodna, gra w piłkę nożną (niestety piłka wpadła nam do Dunajca). Z tej kolonii odebrali mnie rodzice i pojechaliśmy w Pieniny. Mieszkaliśmy w Czorsztynie .Wchodziliśmy na Trzy Korony, byłam też w termach w Bukowinie Tatrzańskiej, widziałam drewniany kościółek w Dębnie, który został wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Zwiedziliśmy też słowacką Jaskinię Lodową , Czerwony Klasztor, gdzie niespodzianką były pokazy sokolników. Następnie byliśmy w Popradzie i Spiskiej Sobocie. Bardzo podobał mi się spływ Dunajcem. Było to ekscytujące przeżycie. Zwiedziłam zamki w Czorsztynie i Niedzicy. Odwiedziłam najprawdziwszą bacówkę i widziałam, jak robi się oscypki. Jest to bardzo ciężka praca. Podczas wakacji spotkałam się też z moją kuzynką Nadią z Irlandii. TO BYŁY MOJE NAJWSPANIALSZE WAKACJE.

Julita Pękala kl. Vb

 

Na początku wakacji byłam na kolonii w górach, w miejscowości Biały Dunajec. Było bardzo śmiesznie i wesoło, niestety szybko musieliśmy wracać do domu. W domu odpoczywałam, jeździłam na basen i spotykałam się ze znajomymi. W sierpniu byłam z rodziną w Bułgarii. Pierwszy raz leciałam samolotem i zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Mieszkaliśmy w miejscowości Złote Piaski, ale zwiedziłam też Warnę. Poznałam tam dużo ciekawych osób, gdyż w naszym hotelu mieszkali ludzie różnej narodowości. Złote Piaski to miejscowość położona nad Morzem Czarnym, które jest bardzo słone. Kąpałam się w nim, a nawet miałam okazję pływać po nim statkiem. Kiedy z moim bratem skakaliśmy ze statku do wody, zobaczyłam meduzę. Wyglądała dziwnie i troche śmiesznie.

Spróbowałam bułgarskich słodyczy, były bardzo smaczne. Innego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do Kaliakry i Bałcziku. Zwiedzaliśmy rezydencję i ogród rumuńskiej królowej, gdzie znajduje sie ogromna hodowla kaktusów. Na półwyspie Kaliakra podziwialiśmy piękne widoki. Było bardzo ładnie. W Warnie byliśmy w delfinarium, gdzie widziałam pokaz robiony przez delfiny. Było świetnie. Bardzo mi się podobało, jak delfiny skakały nad poziom wody i robiły różne sztuczki. Nasz pobyt dobiegł końca, ale uważam te wakacje za bardzo udane.

Lidia Murat kl. V b

 

Na początku pojechałem na obóz jeździecki. Codziennie jeździłem konno, oprowadzałem i czyściłem konie. Spędziłem także noc w ujeżdżalni, gdzie pan Wojtek wszystkie dzieci straszył maską wilka i był wtedy jeden wielki pisk. Dzień po powrocie z obozu pojechaliśmy razem z moim kolegą do Krakowa – miejsca, w którym mieszka. Spędziłem tam cały tydzień i pomimo brzydkiej pogody wcale się nie nudziliśmy. Byliśmy na gokardach, w strefie lasera, w kinie i w parku trampolin. Najfajniej jednak było w parku rozrywki Energylandia. Tam jeździliśmy na bardzo szybkich kolejkach górskich i zjeżdżaliśmy na zjeżdżalniach wodnych.

Odwiedziłem Smoka Wawelskiego i byłem w jego jaskini. Pojechaliśmy do Wadowic, byliśmy w muzeum Jana Pawła II. W Wieliczce zwiedziliśmy Solilandię – podziemną krainę, gdzie wszystko było zbudowane z soli od podłogi aż po sam sufit. Ostatnią atrakcją w te wakacje był wyjazd na Mazury do Mikołajek. Tam mieszkaliśmy w małym, ładnym domku obok placu zabaw. W słoneczne dni pływaliśmy kajakami i motorówką oraz kąpaliśmy się w jeziorze. Byliśmy w Parku Dzikich Zwierząt, gdzie mogliśmy pogłaskać sarny, daniele i małe osiołki. Te wakacje uważam za bardzo udane, mam nadzieję, że następne będą równie ciekawe.

Szymon Joński kl. V B

„TAJEMNICZE GÓRY”

W tym roku byliśmy na wakacjach w Szczawnicy. W niedzielę całą rodziną pojechaliśmy rowerami na Słowację do Czerwonego klasztoru. Jechaliśmy brzegiem Dunajca 20 kilometrów, podziwiając piękne szczyty i słuchając szumu wody. W poniedziałek zdobyliśmy szczyt Sokolicy (747 m n. p. m.) z przepiękną reliktową sosną, która ma ok. 500 lat. Wędrowaliśmy również Wąwozem Homole przy Kamiennych Księgach. Zmęczeni wróciliśmy do domu, ale było warto. Kolejnym naszym wyzwaniem była Ścieżka Koronami Drzew po stronie słowackiej. Podejście było dość strome i szliśmy nim ok. 2,5 kilometra. Opłacało się, ponieważ widoki, jakie zobaczyliśmy, były cudowne. Po powrocie z wielką przyjemnością poszliśmy na obiad do restauracji „Pieniny”. Tam zjedliśmy pyszny posiłek. Następny dzień rozpoczęła Palenica i wyciąg krzesełkowy.

Gdy wjechaliśmy na górę, ukazał się nam widok pięknych gór, lasów i tor, którym mogłabym jeździć bardzo długo. Jednym słowem – bajkowe góry. Pogoda dopisała i wszystko, co zaplanowaliśmy, udało się zrealizować. Już tęsknię do kolejnych wakacji. Szkoda tylko, że sosenka została uszkodzona!

Julia Gębal kl. VB


Szkoła Podstawowa im. Henryka Sienkiewicza w Końskowoli
2001-2018